Sterowane przejście

Po przeczytaniu książki Prokopiuka o procesie templariuszy, a potem obejrzeniu w Projekcie Camelot II części wywiadu z amerykańskim konstruktorem kosmicznym Williamem Tompkinsem, we śnie nawiedziło mnie UFO.
Znalazłam się w Ameryce Północnej. Na pograniczu Stanów i Kanady, raczej po stronie kanadyjskiej, w głębokich lasach świerkowych nad wielkim jeziorem znajdował się rozległy płaski budynek, rozświetlony nocą światłami. Zapewne wieńczył tylko jakieś wielkie podziemne kondygnacje. Gdzieś tam znajdowało się międzywymiarowe przejście, którym zarządzała pewna kobieta, rezydująca na zewnątrz. Robiła to z ogromnym poświęceniem, czuwając, aby wszystko szło zgodnie z prawem. Prawo owo ustalił i wciąż je rozbudowywał na harmonijnych zasadach pewien mężczyzna, do którego był trudny dostęp. Choćby z tego powodu, że był zapracowany, zajmując się owymi wciąż poszerzanymi przepisami. Poprzez przejście wylatywały skądś z podziemi, przenikając ziemię, statki UFO.
Obcych bardzo denerwowały wszelkie zakazy i bariery, a każde zabronienie, opóźnienie, blokadę „karali” później wzmożeniem nalotów i oblotów terenów ziemskich wokół przejścia. Jednak kobieta wciąż, z narażeniem własnego spokoju i życia blokowała bramę, gdy tylko był tego powód. Owym wzajemnym dokuczaniom nie było końca. Jednak nie można było ustąpić na krok w egzekwowaniu założonego na początku wzajemnego układu, aby nie utracić tego ostatniego przyczółka kontroli. Lub może raczej iluzji panowania nad sytuacją.
W owym budynku znajdowała się baza naukowców, którzy pracowali nad zbudowaniem ludzkiej najnowocześniejszej technologii kosmicznej, z wykorzystaniem podpowiedzi i patentów oddanych im przez obcych, w zamian za możliwość penetrowania ziemskiej przestrzeni. Wyczuwało się napięcie, pośpiech, świadomość zagrożenia.
Wracając do owego budynku odkryłam na brzegu jeziora leżące zwłoki młodej pięknej dziewczyny, z oberwaną głową. To był efekt wzięć czynionych przez obcych. Mieli swoje stałe ścieżki, wybranych ludzi, rodziny, które odwiedzali przez lata, robiąc jakieś swoje eksperymenty na nieświadomych…

W kolejnym śnie to ja byłam nawiedzana przez owe statki. Przelatywały nad naszym domem, migały światłami, powodowały różne rozbłyski na zewnątrz. Widzieli to także sąsiedzi. Jednak obiektem ich zainteresowania nocnego była najpierw moja matka, a potem z biegiem czasu ja. Świetnie wyczuwałam kryjącą się w owych statkach inteligencję, złą, ponurą, złośliwą, pełną wzgardy. Jak przez mgłę pamiętałam twarz jednej z istot, pogardliwie uśmiechniętą szerokimi ustami gada.
Zaczęłam sypiać po znajomych, aby uniknąć niechcianych wizyt. Martwiło mnie jednak, że zostawiałam wtedy matkę samą na ich pastwę. Statki jednak nie odważyły się penetrować mieszkań innych ludzi, choć bywały widoczne przez okno w nocy. Z czasem, już po śmierci matki, na przypadłość, której lekarze nie umieli dobrze zdiagnozować, ani tym bardziej wyleczyć, nauczyłam się chodzić po osiedlu tak, aby nie być widzianą z góry. Wąskimi przejściami, opłotkami, z domu do domku, zawsze witana serdecznie i chętnie słuchana przez przyjaciół.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s